niedziela, 31 marca 2013

Sowia (Wielkanocna) Poczta

Spełnienia marzeń wszystkim czytelnikom !
życzę ja - DianaMalfoy

Powinnam dać wam coś świątecznego, jakieś pisanki czy coś... Dostaniecie moje wyobrażenie (mniej więcej) Draco. Anime zawsze spoko :3

A właściwie to dam wam coś wielkanocnego. Króliki ! :3 (Nie, nie potrzebuję psychiatryka - to tylko mała obsesja...)



To Jack. xD I jeszcze Frania :
To Franio. :3 Nie, nadal twierdzę, że nie potrzebuję psychiatryka. Poradzę sobie, nie martwcie się. Wesołego Alleluja, wszystkim i do następnego posta.

środa, 20 marca 2013

Rozdział 10. - Nowy dzień przynosi nam nowe szanse...


Wiedziałem, że to powie, przecież sam jej kazałem, ale nie przypuszczałem, że wywoła to u mnie takie zdziwienie, szok. Zaśmiałem się z całej sytuacji.

- Jesteś pijana ?

- Nie !

- Aż tak cię poniosło, żeby powiedzieć, że mnie kochasz ? - wypytywałem z lekkim uśmiechem.

- Ty mnie nie traktujesz na serio ! - krzyknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.

- Ej... Spokojnie... Ginny...

- Ja cię na prawdę kocham ! A ty wszystko traktujesz jak zabawę !!!

- Życie to zabawa... Słuchaj, chodzisz ze mną jakieś dwa tygodnie i twierdzisz, że mnie kochasz ? To niepoważne...

- Ale...

- Po prostu cię poniosło. Wcale mnie nie kochasz. A teraz wracaj do pokoju i się ogarnij trochę przed kolacją.

- Nie rozumiesz miłości... Chociaż możesz mieć rację.

Usiadłem obok Zabiniego na sofie w pokoju wspólnym. Na fotelu niedaleko od nas rozłożył się Teo. Obgadaliśmy sprawę z Ginny.

- Za bardzo się wczuła... - stwierdziłem.

- Jak długo będziesz jeszcze z nią chodził ?

- Nie wiem... Tydzień ? Zerwę z nią jak będę wyjeżdżał na tą sprawę o uwolnienie wujka. Przez dwa dni, kiedy mnie nie będzie ochłonie.

Nagle przez drzwi wpadła Pansy, Astoria i Tracey. Rozchichotane usiadły między nami. W końcu niepewnie spytaliśmy o powód ich szczęścia. Zaśmiały się.

- Będzie Bal Karnawałowy !!!

Wszystkie osoby będące w pokoju odwróciły się w naszą stronę. Zanim zapanował chaos przepełniony pytaniami skierowanymi do dziewczyn, razem z Blaise'em i Nottem wzniosłem jęk rozpaczy.

- Tylko nie to...

- Jak mogą we wrześniu planować styczniowy bal...?

- 5 miesięcy słuchania o tym w co kto się ubierze i z kim pójdzie...

- Czemu zawsze tak szybko planują ?

- To nie nauczyciele tak szybko planują... To dziewczyny się tak szybko dowiadują...

- Wiecie... - zacząłem. - Może zaproszę Granger...

Całym pomieszczeniem zawładnął śmiech. Tylko jeden pierwszak zapytał :

- Czemu wszyscy się śmieją ? Ona jest całkiem ładna...
Kolejną salwę śmiechu zakończyłem z złośliwym uśmiechem.

- Blaise, Teo... Trzeba nauczyć młodego życia w Slytherinie...

- O tak... - koledzy zgodzili się, ze śmiechem.

- O nie... Draco, zostawcie go. - Astoria zagrodziła nam drogę. - Ma dopiero 11 lat...

- To wystarczy... A poza tym jestem prefektem. Mogę to zrobić.

- Co mu zrobicie ? - spytała zrezygnowana.

- Zmyjemy. - odparłem z łobuzerskim uśmiechem.
Ze śmiechem złapaliśmy pierwszaka. Teo za ręce, ja za nogi. Blaise otworzył nam drzwi do łazienki. Dzieciak się wydzierał. Weszliśmy do toalety i wsadziliśmy głowę chłopaczka do sedesu. Spłuczka. Rozległ się nasz śmiech. Kiedy otrząsnął się przykląkłem kawałek dalej i zapytałem czego go nauczyliśmy.

- Ślizgonki są najładniejsze...

- Brawo, młody. Ale nie przesadzaj... Nie wszystkie są ładne. Leć się przebrać.

Pobiegł jak najszybciej do swojego domitorium. Wstałem. Blaise zaproponował nam trening Quidditcha przed kolacją. Przystaliśmy na propozycję. Wzięliśmy ze sobą parę szóstoklasistów oraz Davisa i poszliśmy na boisko. Było zajęte przez Gryfonów. Nie przejęliśmy się tym.

- Zjeżdżajcie. - przy wejściu stała Granger.

- A od kiedy ty robisz za ochroniarza na boisku ?

- Od kiedy zobaczyłam, że tu idziecie.

- Chcemy tylko zagrać towarzyski mecz...

- I tak nie macie szans - Harry gra.

- Tym bardziej chcemy. Mam ochotę go pokonać.

- Nie dasz rady.

Wychyliłem się za ramię Gryfonki, żeby rozejrzeć się po boisku. Zauważyłem na trybunach Ginny rozmawiającą z Luną.

- Dam radę. - stwierdziłem pewnie.

Podleciał do nas Weasley, po chwili przybył też Potter i reszta ich drużyny. Po krótkiej kłótni zgodzili się na mecz. Wsiedliśmy na nasze Nimbusy 2001 i zrobiliśmy kółko nad boiskiem. Ja dodatkowo zawisłem głową w dół, kiedy leciałem obok Luny i Ginny. A potem zaczął się mecz.

Wszystko działo się bardzo szybko. Wznosiłem się w górze. Co jakiś czas zerkałem na Pottera. Nic nie znalazł. Zaczęło się ściemniać. Niedobrze. Spojrzałem na Lunę wpatrywała w się w punkt znajdujący się nad nią. ,,Znicz" przemknęło mi przez głowę. Zauważyłem go i popędziłem w tamtą stronę. Potter poleciał za mną. Wleciałem przed niego i obróciłem się w okół osi miotły, żeby go zdekoncentrować. Piłeczka zaczęła uciekać kiedy się zbliżyłem. Gryfon ciągle siedział mi na ogonie. Przyspieszyłem. Byłem blisko. Stawałem na miotle, żeby dosięgnąć celu. Nagle znicz zanurkował. Nie miałem czasu na ponowne siadanie na trzonku, chociaż jest to krótka chwila. Skoczyłem za piłką. Z trakcie spadania złapałem znicza w lewą dłoń. Usłyszałem piski. Pewnie. Potter już po mnie leciał... Na szczęście po chwili siedziałem na miotle kolegi z domu.

- Smoku, nie potrafisz latać - syknął Blaise. - Miałeś tego nie robić. Zabijesz się kiedyś...

- Ale przynajmniej złapałem...
Pokręcił głową z westchnieniem. Potem się roześmiał.

- Głupi jesteś !

Odstawił mnie na ziemi obok odłożonej przez Pottera miotły.

- Chciałeś się zabić ? - zapytał z wyrzutem.

- Może... A co cię to obchodzi ?

Nie dowiedziałem się co to obchodziło Pottera, ale Ginny dała mi mocno do zrozumienia co ją to obchodziło - w postaci siarczystego policzka, którego mi wymierzyła. Za nią stała Luna. Kiedy przestałem się krzywić z bólu zapytałem jak się im mecz podobał. Powoli szliśmy na kolację. Krukonka szła obok mnie, innych Ślizgonów i Ginny, chociaż lekko z tyłu zamiast z grupką Gryfonów. Cieszyłem się z tego w duchu. Przechodząc przez drzwi Wielkiej Sali pożegnała się. Nie wiem co namówiło mnie do odezwania się do blondynki, ale zaprosiłem ją do naszego stołu. Po chwili namysłu zgodziła się. Ginny usiadła dziś obok Astorii, naprzeciwko Blaise'a zostawiając dwa wolne miejsca między nim, a Teo. Jedyne dwa wolne miejsca. Luna była zmuszona usiąść przy mnie. Posłałem jej mordercze spojrzenie i usiadłem. Opuściłem głowę kiedy Krukonka siadała na zostawionym jej miejscu. Spojrzałem na nią na krótki moment, dosłownie na sekundę. Mój wzrok osiadł na jej spódniczce, a potem spuściłem go z powrotem na podłogę.

- Paczcie ! Zarumienił się. - Blaise szturchnął mnie łokciem.

- Weź się nie wydurniaj... - odepchnąłem jego rękę. Usłyszałem chichoty paru osób siedzących niedaleko. Tylko Pansy była śmiertelnie poważna. Po chwili uniosłem głowę i uśmiechnąłem się lekko do Luny. Odwzajemniła uśmiech.

- Nie słyszeliście ? Mieliśmy się nie wydurniać. - wydusił z siebie Zabini, zasłaniając dłonią usta, żeby się nie roześmiać. Ogarnąłem najbliższe towarzystwo wzrokiem. Astoria, Ginny, Pansy, Tracey, Milicenta na przeciwko i Blaise, Davisa oraz Teo z mojej strony próbowali się nie roześmiać. Nawet Luna była rozbawiona. Nie wiedziałem o co chodzi. Otworzyłem już usta, żeby coś powiedzieć, ale stanął za mną Longbottom.

- Luna... ?

- Tak ?

Odwróciłem się do Gryfona. Spojrzał na mnie z niechęcią i kontynuował rozmowę z Krukonką.

- Chciałabyś porozmawiać ?

- Teraz ?

- Teraz. Chodź.

- Nie.

- Co ? - wybuchł nagle.

- Powiedziała : nie. Czyli, że nie pójdzie teraz z tobą. Czemu wszyscy Gryfoni są tacy tępi... ?

- Nie rozmawiam z tobą, Malfoy, tylko z Luną.

- Ale ona powiedziała : nie. Rozumiesz ?

Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale po prostu się odwrócił i wrócił do Pottera i reszty.

- Właściwie czemu Potter nadal jest w Hogwarcie ?

- No tak... Byłeś nieprzytomny i nie wiesz... - zaczęła Tracey. - Zgodził się przeprowadzić jeszcze parę lekcji.

Zaklnąłem dość głośno.

- Draco ! - syknęła Astoria.

- No co ? Myślałem, że się go pozbyłem już po bitwie, a on siedzi teraz za mną... Znowu ! Wiecie jak to jest mieć przez 7 lat, na każdym śniadaniu, każdym obiedzie i każdej kolacji w roku szkolnym za sobą kogoś komu najchętniej przywaliłoby się w pysk, ale nie można ?

- Wiem. - usłyszałem głos zza moich pleców.

- Longbottom... Znowu... Czego tym razem ?

- Chcę pogadać... Z tobą.

Wstałem, lekko ocierając się o Lunę i spojrzałem mu w oczy.

- No więc ?

- Odwal się od niej.

- Nie będziesz mi rozkazywał, sieroto. Och ! Ty przecież masz rodziców... - cała sala zamilkła. - Leżą u Munga. Niesprawni umysłowo po Crucio...

Chłopak ryknął i rzucił się na mnie.

- ZABIJĘ CIĘ, MALFOY !!! TY TLENIONY ŚMIERCIOŻERCO !!!

- Nieładnie wyzywać lepszych od siebie... - Blaise i Davis złapali go za ramiona i obezwładnili. - Mamusia nie nauczyła ?

Usiedliśmy z powrotem do kolacji. Chwilowa cisza zmieniła się śmiech, wiwaty i oklaski Ślizgonów, odgłosy wydawane przez pomagających Longbottomowi Gryfonów i rozkręcające się rozmowy Krukonów oraz Puchonów. Luna była dość spięta przez moment. Rozluźniła się kiedy podałem jej budyń. Tradycyjnie skończyło się wystąpieniem McGonnagall, która zaczęła gadać o tym, że Ślizgoni są nieokrzesani i wymaga od nas więcej szacunku dla innych. Gdy skończyła na mównicę wszedł mój ojciec.

- Z pewnego źródła dowiedziałem się o meczu Quidditcha rozegranym między uczniami Gryffindoru i Slytherinu. Pragnę przyznać Slytherinowi 50 punktów za wygraną. Draconowi Malfoyowi 20 punktów za poświęcenie się w słusznej sprawie. A pannie Ginny Weasley chciałbym odjąć 10 punktów za brutalne zakończenie meczu. Dziękuję za uwagę.

Myślałem, że wybuchnę śmiechem, lecz się powstrzymałem. To było tak dziwne, niespodziewane, niesamowite... Nie wierzyłem, że Lucjusz zrobił coś takiego... Samowolnie uśmiechnąłem się do ojca.

Zaproponowałem Lunie i Ginny wieczór w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nie zgodziły się. Stwierdziły, że mają coś do obgadania, więc zostawiliśmy je same i wróciliśmy do domitoriów.

Wziąłem długą kąpiel. Mimo niewysuszonych włosów położyłem się spać. Podsumowałem ten dzień. Był dobry. Chociaż obudziłem się z czterodniowej śpiączki i słuchałem wyznań Ginny... Tak mogłoby być codziennie...

niedziela, 17 marca 2013

Roz. 9. - Wyznanie.

/Krótki rozdział, ale potrzebny do dalszej części opowiadania. Pozdrawiam czytelników. ^^

- Draco... Proszę, obudź się...

Otworzyłem oczy. Leżałem w szpitalu. Ginny nachylała się nade mną. Miała w oczach łzy.

- Co jest... ?

Dziewczyna przytuliła się do mnie.

- Byłeś nieprzytomny przez 4 dni...

- Nieprzytomny ?

Czyli to był sen... Westchnąłem. Może to i dobrze, że to nie była prawda.

- Martwiłam się o ciebie.

Po przebadaniu mnie przez pielęgniarkę wyszedłem ze Skrzydła Szpitalnego. To był tylko sen... Chory sen... Na szczęście to chory sen. Na szczęście się obudziłem. Na szczęście to tylko sen...

- Draco ?

- Tak ?

- Czy ty... Ty coś do mnie czujesz ?

Zamilkłem. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Głównie dlatego, że nie wiedziałem jak to jest coś do kogoś czuć.

- Ginny... Ja... Ja nie wiem...

Opuściła wzrok.

- A ty coś do mnie czujesz ? - zapytałem cicho.

- A chciałbyś, żeby tak było ?

- Może...

Poszliśmy nad jezioro. Usiedliśmy nad brzegiem. Ruda wtuliła się we mnie i zaczęła mówić :

- Zawsze uważałam cię za odwrotność mojego ideału chłopaka, odwrotnością Harry'ego. Chociaż patrzenie na ciebie sprawiało mi przyjemność. Podczas meczów Quidditcha wszystkie dziewczyny patrzały na ciebie, nawet jeśli nie łapałeś znicza. Bo byłeś taki... Czarujący. Te twoje popisy podczas meczów... Mimo tego, że Harry był lepszy, to większość dziewczyn zwracała uwagę na ciebie. Nawet ja. Nienawidziłam tego uczucia kiedy przyłapywałam sama siebie na wpatrywaniu się w ciebie maślanymi oczami. Ale robiłam to coraz częściej. Potem udało mi się zdobyć Harry'ego. I było świetnie. Kochałam go. I boję się, że nadal go kocham.

- Chcesz do niego wrócić ?

- Sama nie wiem...

- Nie będę cię przy sobie trzymał...

- Pozwolisz mi tak po prostu odejść ?

- Gin... Jestem Ślizgonem. Nie miej mi tego za złe.

- To, że jesteś Ślizgonem nie znaczy, że nie możesz mieć uczuć... - odwróciła się ode mnie.

- To, że jesteś Gryfonką nie znaczy, że nie możesz kochać Ślizgona.

- Powiedziałam, że chyba kocham Harry'ego.

- Gdybyś go kochała nie pocałowałabyś mnie w pociągu, na rozpoczęciu roku szkolnego, u mnie w pokoju...

- Kocham go.

- Udowodnij.

Nachyliłem się w jej stronę. Przymknęła oczy.

- Nie potrafię...

- W takim razie udowodnij, że mnie nie kochasz.

- Mogłabym...

- Ale ?

- Ale byłeś dla mnie niedostępny przez 7 lat. Za długo czekałam na tą chwilę...

Poczułem dotyk jej ust na swoich wargach.

- Właśnie mi pokazujesz jak bardzo ,,kochasz" Pottera...

- Zamknij się.

- Powiedz to.

- Co mam powiedzieć ?

- Powiedz.

- Malfoy... Jesteś przystojny, wredny, czarujący i arogancki.

- I ?

- Lepszy od Pottera.

- I ?

- Kocham... Cię...

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 8. - Dziennik, Czarna Królowa i Spider. Wszystko wyjaśni się później.

Szliśmy w stronę jeziora. Trzymałem Ginny za rękę. Opowiadała mi o wycieczce do Egiptu. ,,Szczęśliwa rodzina zdrajców krwi..." pomyślałem sobie. Może trochę jej zazdrościłem. ,,Co z tego, że są biedni ? Są zadowoleni...". Kiedy skończyła zauważyła, że jej nie słucham.

- Wszystko OK ?

- Jasne. Zamyśliłem się. - odparłem chłodno.

Dziewczyna zatrzymała się.

- Nigdy nie pomyślałabym, że będę z tobą chodzić, Draco.

- Też nie miałem zamiaru z tobą chodzić...

- Na pewno wszystko dobrze ?

- Tak.

Westchnęła.

- Muszę iść, Ginny. Źle się czuję. - skłamałem, żeby jak najszybciej zakończyć to spotkanie.

- A jak się pytałam czy jest OK to oczywiście powiedziałeś, że tak... Widzimy się jutro na śniadaniu. Paa. - pocałowała mnie i poszedłem do swojego pokoju.

Kiedy wszedłem do pokoju zauważyłem leżący na biurku czarny dziennik. Wziąłem go do ręki i przekartkowałem. Był pusty.

- Severusie ?

Profesor pojawił się w ramie obrazu wiszącego nad drzwiami do mojego pokoju.

- Czego potrzebujesz, Draco ?

- Skąd się wziął tu ten zeszyt ?

- Nie wiem. Prawie cały dzień siedziałem w pokoju q i z drugiej strony drzwi. Nikt tu nie wszedł - tego jestem pewny. Byłem u ciebie raz. Wtedy nie było tu żadnego notatnika.

- To skąd się tu wziął ?

- Nie jestem wszechwiedzący. - mruknął Severus i przeszedł do innej ramy.

Westchnąłem. Usiadłem przy biurku i schowałem twarz w dłoniach. Rzeczywiście poczułem się źle. Rozejrzałem się. Prawie krzyknąłem na widok czarnowłosego chłopaka leżącego swobodnie na moim łóżku. Nie był blady. Był abalstrowy. Miał na sobie czarne spodnie i białą koszulkę na ramiączkach. Umięśnione ramiona pokrywały blizny, niektóre świeże. Wydawało mi się, że go znam, chociaż mógłbym przysiądz, że widzę go pierwszy raz w życiu.

- Siema, Draco.

- Kim ty...

- Nie pytaj o nic. Ja ci wszystko wytłumaczę.

- Nie rozkazuj mi. - syknąłem.

- Dobra, spokojnie. Masz coś do picia ?

- Sprawdź barek.

- Nie chce mi się. Przyniesiesz... - spojrzałem na niego morderczym wzrokiem. Zrozumiał. - To ja zacznę tłumaczyć o co chodzi... Nazywam się Spider. Właściwie to Spiderus Death. Jestem na usługach Jej Królewskiej Mości Czarnej Królowej Ligei. Jestem wampirem. Jestem nieśmiertelny. Jestem twoim... ojcem. - zachichotał. - Poniosło mnie... Nieważne. Królowa przesyła ci dziennik. Zostaniesz...

- A tak na serio to co ty tu robisz ?

- Tak na serio to mam ci przekazać, że zostałeś zabójcą.

- Chwila... Co ?!

- Z a b ó j c ą. Nie znasz tego słowa ? Będziesz zabijał ludzi. Królowa wszystkie wskazówki będzie przekazywać przez ten dziennik. Ale ty NIE MOŻESZ w nim pisać. Rozumiesz ?

- Ja nie słucham rozkazów. Ja je... - spojrzałem w oczy przybysza. Czarne, głębokie oczy. I stałem się mu posłuszny. - Ja... Nie będę pisał w dzienniku od Jej Królewskiej Mości Czarnej Królowej Ligei.

- Od razu lepiej. Już cię lubię. Jak będziesz grzeczny masz szanse poznać Dianę.

- Kim jest Diana ?

- Córką Ligei. Dałbym ci jej zdjęcie, ale masz dziewczynę.

- Co ma zdjęcie do mojej dziewczyny ?

- Nie będziesz mógł oderwać od Diany wzroku. Jest bardzo ładna. Ale ja tam nie wiem... Nie będę przecież oceniał wyglądu swojej siostry. Bierzesz na własną odpowiedzialność.

Spider podał mi kopertę i został pochłonięty przez czarną mgłę niewiadomego pochodzenia. Myślałem, że zaraz obudzę się i całe zajście wytłumaczę sobie głupim snem. Ale nie budziłem się. Usłyszałem walenie pięścią w moje drzwi.

- Otwieraj !!! - krzyk na pewno wydała Ginny.

- Dobra... - machnąłem różdżką i drzwi się otworzyły. Ruda wpadła do pokoju.

- Musisz mi pomóc.

- W czym może pomóc dzielnej Gryfonce taki zły Ślizgon ?

- Chodzi o Harry'ego...

- Pottera ?

- Nie. Stylesa.- warknęła sarkastycznie. - Ogarnij się, Malfoy !

- Spokojnie... Harry to takie pedalskie imię, nie ?

- Daj spokój ! To nieważne. Ten debil wezwał tu Rona. Razem z Hermioną przeszukali mój pokój.

- I ?

- Musisz pozbyć się Harry'ego.

- Stylesa ? - uśmiechnąłem się kpiąco. - To chyba nie mój problem, prawda ?

Ginny coś odpowiedziała, ale nie słuchałem jej. W głowie usłyszałem hipnotyzujący głos Spidera.
,,Pocałuj ją. "

Nie próbowałem się sprzeciwiać. Zamknąłem dziewczynie usta pocałunkiem. Zamknęła oczy. Pojawiła się za nią czarna mgła, z której wyszedł syn Czarnej Królowej, w którą nadal nie wierzyłem. Białą dłonią dotknął ramienia Gryfonki. Najwyraźniej nic nie poczuła.

- Nawet ładna... Szkoda ci jej będzie ? Raczej nie...

Nie słyszała go.

- Trzymaj.

Podał mi nóż. Złapałem ostrze niepewnie.

- Dobrze wyceluj. Nie zabij jej. Po prostu spraw, żeby straciła przytomność.

Ginny powoli się ode mnie odsuwała. Szybko wysunąłem nóż, który szybko przebił skórę brzucha rudej. Spojrzała na mnie zszokowana i osunęła się w moje ramiona. Spider zaczął bić brawo.

- Mówiłem, że będziesz się nadawał. Pięknie. Daj mi ją. Zostawię ją w Wielkiej Sali, a potem wykonasz drugie zadanie, które znajdziesz w dzienniku.

Chłopak wziął dziewczynę na ręce i przyjrzał się jej.

- Rzeczywiście nie najbrzydsza...

Usiadłem na łóżku i otworzyłem dziennik. Na pierwszej stronie zaczęły pojawiać się czerwone litery.

,,Jesteś Draco Malfoy. Jesteś smokiem. Jesteś zabójcą. Moim. Jesteś idealny. Twoim pierwszym celem jest Hanna Abbot. Wykonaj to jak najszybciej. Spider da potrzebną ci broń. "

Polecenie było krótkie, zrozumiałe i nie mogłem go nie wykonać. Nie mogłem. Tak samo jak nie mogę pisać w dzienniku. To zakazane. Ale otworzenie koperty nie jest zakazane. Porwałem papier, z którego była koperta i wyjąłem z niej zdjęcie dziewczyny. Najpiękniejszej jaką widziałem. Kruczoczarne przechodzące w fiolet, długie włosy opadały jej kaskadami na alabastrowe ramiona. Cerę miała taką samą jak jej brat. Oczy były fioletowe do bólu, a usta czerwone jak krew. Była PRZEPIĘKNA. Chciałem ją dotknąć, porozmawiać, zobaczyć na żywo. Zapomniałem o reszcie świata. To było więcej niz zauroczenie. To było nawet więcej niż porządanie. Chyba nie znam mocniejszych słów. Nie szkodzi...

- No i po tobie, stary... - mruknął Spider. - Oddawaj to zdjęcie i idź wykonać zadanie.

- Zaraz...

- Świata przez nią nie będziesz widział...

- Mhm...

- Stary... Idź !!!

Leniwie się podniosłem i ze zdjęciem poszedłem w stronę drzwi. Oparty o framugę wampir wyrwał mi z rąk obrazek. Mruknął coś, że jestem kretynem. Wyszedłem z pokoju. Czarnowłosy stuknał mnie w ramię i wcisnął mi w dłoń buteleczkę.

- Trucizna. Zabija w minutę. Zrób to szybko.

- Ale... Zdjęcie...

- Jak wrócisz. A teraz zjeżdżaj !

Westchnąłem i poszedłem pod Pokój Wspólny Puchonów. Kazałem zawołać Abbot. Wyszła zza obrazu bardzo zdziwiona. Bez słowa zaciągnąłem ją w ciemny zakamarek. Nakazałem ciszę. Kazałem jej otworzyć buzię. Wykonała polecenie. Głupia Puchonka... Podałem jej fiolkę i kazałem wypić. Zrobiła to. Szybko zaczęła osuwać się na ziemię. Wydawało mi się, że usłyszałem dziewczęczy pisk. Pobiegłem do rogu ściany i rozejrzałem się. Zauważyłem blondynkę biegnącą przed siebie. Ruszyłem za nią. Złapałem ja w końcu.

- Nic nie widziałaś, jasne ?

- Zabiłeś ją.

- Nic nie widziałaś. - powtórzyłem.

- Jesteś mordercą... - zaczęła się wycofywać, chociaż nadal trzymałem ja za rękę. Zobaczyłem strach w jej oczach.

- Luna to nie tak...

- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć.

Puściłem jej nadgarstek i uciekła. Miałem ochotę za nią pobiec, ale wróciłem do pokoju powzdychać do zdjęcia.To mógł być błąd. Kolejny...

czwartek, 21 lutego 2013

Sowia Poczta

Niech ktoś sobie nie myśli, że zostawię tego bloga kończąc na siódmym rozdziale. Po prostu nie mogę dokończyć rozdziału 8. Coś mi w nim nie pasuje. Życzę cierpliwości :P Mam nadzieję, że ktoś czasami wchodzi jeszcze na mojego bloga. Dla ciekawych w kolejnym rozdziale Draco się... No właśnie nie powiem co się z nim stanie. Nie powiem też nic o ciekawym odkryciu Luny i szoku doznanym przez Ginny. Czekajcie cierpliwie. /DianaM.

czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 7. - Tak twierdził Severus...

 O życzeniach tradycyjnie zapomniałam. Ale i tak życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku.

- Malfoy... Malfoy, obudź się...

- Po co, Weasley ?

- Za godzinę zacznie się obiad... Odprowadzisz mnie do Wieży Gryffindoru ?

- Taa... Jasne. już idę.

Założyłem buty i wyszedłem z dziewczyną z mojego pokoju przez obraz Snape'a.

- Draco. - syknął Severus z obrazu. - Koszula.

- Co z nią nie tak ?

- Nie masz jej.

Spuściłem wzrok. Miał rację. Machnąłem na to ręką i poszedłem z rudą. Zatrzymaliśmy się przy obrazie Grubej Baby... Damy... W każdym razie przeprosiłem Gryfonkę za to, że ją upiliśmy. Uśmiechnęła się.

- Nie musisz przepraszać. Fajnie było. Chociaż głowa mnie boli... Widzimy się na obiedzie ?

- Mogę się trochę spóźnić... Masz zamiar znowu siedzieć mi na kolanach ?

- Właściwie, czemu nie ? A po obiedzie idziesz do Luny.

- Co ?!

- Podejdziesz do niej i skomplementujesz ją. Tak po prostu.

- Ale...

- Będę przy stole Ślizgonów. Do zobaczenia ! - wypowiedziała hasło i zniknęła za obrazem. Wróciłem do mojego pokoju i wybudziłem chłopaków. Marudzili i jęczeli. Kiedy w końcu wyszli zamknąłem za nimi drzwi i wszedłem do mojej łazienki. Obmyłem wodą twarz. Spojrzałem w lustro. Zobaczyłem w nim wysokiego chłopaka bez koszulki. Był umięśniony, a cerę miał bladą. Bardzo jasna, trochę już za długa, blond grzywka opadała mu na twarz. Szare oczy patrzyły przenikliwie, chwilowo nie wyrażając żadnych emocji. ,,Jestem niewiarygodnie przystojny" przemknęło mi przez myśl i usta, przed chwilą mocno zaciśnięte rozluźniły się w uśmiechu.

Założyłem szatę szkolną i przyjrzałem się odznace prefekta naczelnego. Zasługuję na nią. Tak twierdził Severus...

Stanąłem sztywno przed drzwiami i zapukałem. Wszyscy uczniowie byli teraz na obiedzie, a ja zamiast jeść i pić byłem skazany na wysłuchiwanie ojca, który mnie opierniczy... Kiedy doczekałem się zaproszenia do gabinetu otworzyłem szeroko drzwi i szybko wszedłem do środka. Usiadłem na fotelu na przeciwko Lucjusza. Wyciągnął bez słowa liścik, który wysłałem rano.

- Co to ma znaczyć ? - zapytał groźnie, dokładnie wypowiadając każdą literę.

- To prośba o usprawiedliwienie...

- Do kogo skierowana ?

- Do Severusa...

- Myślisz, że cię usprawiedliwi ? Myślisz, że twój nieżyjący ojciec chrzestny usprawiedliwi cię z lekcji, bo się upiłeś ?! - Lucjusz stopniowo podnosił głos.

- Nie...

- Jak śmieliście się upić w dniu rozpoczęcia roku szkolnego ? Kto pozwolił wam zażywać alkohol na terenie szkoły ?! Gdybym tu rządził wyrzuciłbym od razu waszą czwórkę za szkoły !

Milczałem.

- Gdzie twoje riposty, synu ?

- Nie mów do mnie ,,synu" ! Nie jestem twoim synem !!!

- Draconie...

- To ty powinieneś umrzeć ! Nie Severus ! On był dla mnie ojcem ! Nie TY !!!

- Uspokój się.

- To, że się upiłem to normalne w tym wieku.

- Kto wmówił ci takie bzdury ?

- Tak twierdził Severus. - odparłem chłodno.

- Severus... Severus już cię nie obroni. Mógłbym wysłać was do dyrektorki, ale tego nie zrobię. Ty przyjmiesz na siebie całą karę. Dostawa jakiegokolwiek alkoholu do twojego pokoju zostaje odwołana do końca semestru.

Westchnąłem. Myślałem, że skończy się o wiele gorzej. Wstałem i podszedłem do drzwi. Złapałem za klamkę.

- Matka się dowie. A teraz idź na obiad.

- Do widzenia, panie profesorze. - syknąłem i wyszedłem.

Kiedy dotarłem do Wielkiej Sali zastałem tam wesołych uczniów zajętych jedzeniem. Atmosfera, w porównaniu do tej panującej w gabinecie Lucjusza, była bardzo luźna. Usiadłem między Ginny a Blaise'em.

- Jak było ?

- Ochrzanił mnie i wycofał dostawę alkoholu do końca semestru. Nawet o Ginny nie wspomniał.

- Nieźle. A dyrektorka ogłosiła, że dzisiaj zjawi się Potter. Będzie miał lekcję OPCM z czwartoroczniakami. - skrzywiłem się. - Miał być na już śniadaniu, ale się...

Jak na zawołanie do sali wszedł Potter. Posadziłem sobie szybko Ginny na kolanach. Ona wtuliła się we mnie. Chłopiec-Który-Przeżył przeszedł przez środek Wielkiej Sali piorunując nas wzrokiem. Podszedł do nauczycieli witając się z każdym osobno. Uczniowie wrócili do posiłku i czekali aż zdaży się coś ciekawego.

- Chcesz powkurzać Pottera ? Mamy czas. Transmutacja jest za pół godziny.

- Ale...

- Co, Ruda, boisz się ? - Nott zachichotał.

- Nie boję się. - odparła obrażona.

- Czyli pocałujesz mnie jak Potter będzie już przy stole Gryfonów ? - zapytałem wyzywająco.

- Jasne. Możesz mnie nawet nosić na rękach przy nim.

Uśmiechnąłem się z satysfakcją.

Potter wstąpił na mównicę.

- Witam wszystkich.

- Cześć, Potter. - Blaise odpowiedział głośno. - Jak żyjesz po zerwaniu z dziewczyną ? - Ślizgoni wybuchli śmiechem. Przybiłem koledze piątkę.

- Bardzo dobrze. - syknął jadowicie Potter. - Dziękuję, że pytasz, Zabini.

- Wow, Blaise, jaki z ciebie szczęściarz. Potter pamięta twoje nazwisko. - kolejna salwa śmiechu wybuchła po mojej odpowiedzi przesyconej sztuczną słodyczą.

- Nie martw się, Malfoy, ciebie też pamiętam. Trudno zapomnieć o...

- Najprzystojniejszym chłopaku z naszego rocznika ? - zasugerowałem z wrednym uśmieszkiem.

- O najmłodszym śmierciożercy w zastępach Voldemorta. - dokończył nieprzyjemnie.

- No wiesz, Potter, w przeciwieństwie do ciebie, mi RODZICE pozwolili zrobić tatuaż.

- Nikt nie chciałby mieć wytatuowanego na ręce Mrocznego Znaku.

- Potter, nie mówię o tym. Mam inny tatuaż. Moja dziewczyna, Ginny, wie gdzie go mam. Prawda, kochanie ?

- Oczywiście, misiu. - odparła słodko.

- Bardzo się cieszę, Malfoy, że znalazłeś sobie dziewczynę. Jeśli chciałbyś ze mną pogadać to przyjdź później. Będę w szkole przez dwa dni.

- Smoku, niesamowite... Potter zaprosił cię na randkę ! - pisnął z ekscytacją Teodor.

Teraz zaśmiała się nawet Ginny. Kilkanaście śmiechów pojawiło się przy stole Krukonów i Puchonów.

- Z wielkim żalem muszę ci odmówić, Potter. Nie jestem homo. - bliznowaty zaczerwienił się ze złości. Spojrzałem na nauczycieli. Niektórzy zbladli. Lucjusz natomiast uśmiechał się ze szczerym rozbawieniem. Razem z kolegami zacząłem się rozkręcać.

- Ojej ! Jak ja mogłam chodzić z gejem ? - powiedziała Ginny, po czym zakryła sobie usta dłonią.

- Nieźle, mała. - pochwaliłem ją cicho.

- Ej, słuchajcie. - zaczęła Astoria poważnie. - Może Potter nie był gejem. Aż do Turnieju Trójmagicznego... W końcu zniknął na taak długo TYLKO z Diggorym... - zakończyła zanosząc się śmiechem.

Jędza McGonnagall wstała i jak zwykle popsuła nam zabawę.

- Ślizgoni ! Proszę o spokój ! Grozi wam utrata wielu punktów za naśmiewanie się z pana Pottera.

- Droga pani dyrektor. - ku mojemu zdziwieniu Lucjusz odezwał się w naszej obronie. Tak jakby zapomniał, że niedawno nawrzeszczałem na niego, a on twierdził, że zasługujemy na wydalenie że szkoły. - Czyżby pani nie zauważyła, że naśmiewanie się z Gryfonów to obowiązek Ślizgonów ? Przez tyle lat...

- Obowiązek ? Harry Potter jest naszym bohaterem, a podopieczni Slytherina żartują sobie z niego i upokarzają go !

- Widocznie mają powód, żeby to robić. Panie Potter, proszę mówić. Mam dużo pracy.

Okularnik zmierzył ojca wzrokiem i szybko powiedział

- Mam zaszczyt poprowadzić lekcję Ochrony Przed Czarną Magią dla czwartoroczniaków. Jak już wcześniej wspomniałem, w szkole zostanę przez dwa dni i jeśli ktoś miałby do mnie jakieś pytanie, prośbę zapraszam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Chętnie pomogę w dręczących was sprawach. Nie oczekuję żadnej zapłaty, to chyba oczywiste. Dziękuję za uwagę.

Zszedł z mównicy. Rozmowy rozpoczęły się na nowo. Sala powoli pustoszała. Zostałem z Ginny, Blaise'em i Teo.

- Ruda, czemu masz lekcje razem z nami, skoro ty jesteś rok młodsza ? Nie powinnaś mieć zajęć z szóstoroczniakami ?

- W wakacje miałam egzamin. Zaliczyłam go, więc mogę być na siódmym roku. - wytłumaczyła. Po chwili przypomniało się jej - Draco, mieliśmy się pocałować jak Potter skończy przemówienie.

- Czekaj, Gin... Własnie nadchodzi kolejna okazja.

Podszedł do nas czarnowłosy okularnik.

- Ginny, mógłbym odprowadzić cię na kolejną lekcję ? Chciałbym pogadać...

- Draco, może ?

- OK, Gin. Może. Widzimy się na transmutacji. - już miała wstawać, kiedy dopowiedziałem. - Ale chyba się ze mną pożegnasz, nie ?

Rudowłosa szybko zrozumiała o co mi chodzi. Szybko do mnie przywarła ustami. Nawet siedząc straciłem równowagę i musiałem podeprzeć się ręką, żeby nie położyć się na ławce. Gryfon przerwał nam chrząknięciem, za co miałem ochotę mu przywalić.

- Następnym razem się tak nie rzucaj... W miejscach publicznych.

- OK. Draco, co mamy po transmutacji ?

- Ja mam zielarstwo ale nie wiem co ty możesz mieć.

- Na razie.

- Mhm...

Odeszli w stronę drzwi. Potter odwrócił się do mnie, a ja bez głośnie powiedziałem

- Ona jest moja.

Tamten zbladł lekko. Rozejrzałem się po sali. Przy stole Krukonów siedziała Luna. Sama. Pożegnałem się z kolegami i podszedłem do niej. Usiadłem plecami do stołu.

- Hej, Blondi. Czemu siedzisz sama ?

- Eee... Ja... Budyń jem, a reszta już na lekcje poszła.

- Zawsze możesz podejść do nas. - skinąłem głową na Teo i Blaise'a.

- Dzięki, ale nie chcę wam przeszkadzać. Ginny z wami siedzi...

- Myślałem, że się przyjaźnicie.

- Przyjaźnimy się. Tylko, że... Ciebie i tak to nie interesuje.

- Czemu tak myślisz ?

Spojrzała mi prosto w oczy. Jej błękitne, cudowne oczy były utkwione we mnie. Czułem się wyjątkowy. Chciałem się tak czuć częściej. Chciałem czuć się tak ciągle. To było takie... Wspaniałe. Przyglądała mi się, jakby chciała mnie przejrzeć na wylot. Miałem nadzieję, że to się jej nie uda. W pewnej chwili odwróciła wzrok i mruknęła:

- Tak mi się wydaje...

- Pogadałbym z tobą dłużej, ale McGonnagall odejmie nam punkty jak spóźnię się na pierwszą lekcję. Do zobaczenia, Luna.

Wstałem i już chciałem iść, ale zatrzymałem się.

- Ładne kolczyki. - nie spojrzałem na nią, żeby zobaczyć jej reakcję. Po prostu poszedłem. Ale jej wzrok czułem na sobie aż wyszedłem za drzwi. Uśmiechnąłem się sam do siebie. To nie świadczy o mnie dobrze... Byłem z siebie dumny, że poszedłem do Krukonki. Na transmutację wślizgnąłem się niespostrzeżony przez nauczycielkę i usiadłem na swoim miejscu, koło Blaise'a. Rzuciłem do Rudej liścik :

,,Nic ci nie zrobił ? Jak coś to mu dowalę."

Gryfonka odwróciła się do mnie rozbawiona.

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 6. - I jeszcze jeden, i jeszcze raz...

Jako, że Ginny stwierdziła, że musi wrócić na noc do swojego domitorium, wstała i zaczęła się ubierać.

Jako, że była jedynie w bieliźnie usiadłem na łóżku, przyglądałem się jej i dopijałem resztę Wishey.
Zaproponowałem, że ją odprowadzę. Zgodziła się, więc szybko założyłem koszulę, nawet nie zapinając jej. Byliśmy przy wyjściu, kiedy ktoś zaczął walić w moje drzwi.

- Czego ?!

- Smoku, otwieraj !

Poleciłem Gryfonce zaczekać i otworzyłem drzwi. Do mojej sypialni wpadł Blaise. Zauważył dziewczynę.

- O, Ruda... Sorry, że wam przeszkadzam...

- Nie... My już skończyliśmy... - opuściłem wzrok.

- Słuchaj, Draco... Mamy pozwolenie na wypad na Pokątną, żeby kupić nowe miotły dla drużyny. Rozumiesz ? Będziemy w tym roku latać na Asteroidach !

- Będziecie mieli Asteroidy ?! A my ?

- Wy zostajecie przy Nimbusach. - odpowiedział Zabini. - Ale nie martw się, Ruda. Draco na pewno da ci się PRZELECIEĆ. - zaakcentował ostatnie słowo, tak, że miałem ochotę się na niego rzucić. Blaise uśmiechnął się kpiąco, a potem wlepił wzrok w butelkę od Ognistej. - Masz jeszcze ? Napiłbym się...

Wyciągnąłem z szafki jeszcze dwie butelki. Jedną podałem ją koledze a z drugiej się napiłem. Gryfonka przypomniała o siebie kaszlnięciem.

- Gin, zostań z nami... Nie zostawiaj mnie z tym kretynem ! - błagałem na kolanach.

- Jesteś pijany.

- Teraz trochę jestem... - przyznałem i pociągnąłem z butelki. - Ale tylko trochę... Mam mocną głowę. Gin, proszę zostań !

Ślizgon wypadł z mojego pokoju, żeby po chwili przyprowadzić Teo.

- Gin, błagam ! Nie zostawiaj mnie w tym stanie z nimi !

- Ruda ! - Nott przywitał dziewczynę, a później wyciągnął z mojej szafki kolejną butelkę alkoholu.

- Gin, nie odchodź !

- No, Ruda, zostań. Trzeba uczcić nowy rok szkolny, nasz ostatni. - namawiał Blaise. - I musimy opić koniec wakacji... I to, że Smoku się zabujał... I to, że cię posunął... I to, że Pansy się od niego odwali... I to, że będziemy mieli Asteroidy... I to, że Pottera tu nie ma... I to, że mamy tyle powodów, żeby się napić...

- Ok... Zostanę. - zgodziła się po chwili.

Podaliśmy jej butelkę z alkoholem.

- Ruda, opowiesz co robiliście zanim przyszedłem ?

- Przecież wiesz... - dziewczyna łyknęła Wishey.

- O szczegóły pytam.

- Smok...

Zakryłem jej usta dłonią.

- Kochana, zostawmy to dla siebie.

- Ale czemu ? Jeśli Blaise chce wiedzieć co robiliśmy to mu powiem...

- Skarbie, może odstaw już Ognistą, co ?

- Nie upiłam się jeszcze, misiu. Zanim wszedłeś, Blaise, ubierałam się, bo Smok musiał mnie rozebrać, żeby wpychać mi swój język do gardła...

Schowałem twarz w dłoniach. Dziewczyna wypiła za dużo. Ja w porównaniu do niej prawie nie tknąłem alkoholu... Przecież... To tylko dwie butelki... Prawie tyle co nic...

- ...już na Wieży Astronomicznej rozpiął mi...

- Gin, kochanie... On nie musi wiedzieć...

- Draco, ukochany... Nie przerywaj naszej pięknej... - wybełkotał Teo i położył się na podłodze nadal coś mrucząc.

- Uwaga ! Smoku mówi. - ogłosiłem. Kazałem ognistowłosej wstać i uklękłem przed nią.

- Ginny Weasley, czy chcesz wyjść za mnie ?

- Tak, Draconie Malfoy, wyjdę za ciebie...

- Trzeba to oblać ! - stwierdził Zabini i sięgnął po butelkę. - A teraz możecie się pocałować...
Wstałem i przyszpiliłem Gryfonkę do ściany. Chłopaki zaczęli śpiewać ,,I jeszcze jeden, i jeszcze raz...". Całowaliśmy się łapczywie przez moment, a potem przyłączyłem się do kolegów urozmaicając nasz repertuar o piosenkę... Tylko nie pamiętam jaką... Ginny położyła się na moim łóżku i nuciła marsz weselny. Otworzyłem trzecią butelkę...

Obudziła mnie Łasica. Leżałem na łóżku, ona siedziała na mnie. Blaise spał na fotelu z pustą butelką w jednej ręce, a Teo zasnął na podłodze pod drzwiami.

- Draco... Która godzina ?

Spojrzałem na zegarek. Przyglądałem mu się chwile.

- 9:23...

- Draco... Eliksiry zaczęły się o 9:00...

- Czekaj... Zwolnię nas z lekcji...

Podszedłem do stolika i na skrawku papieru nabazgrałem :

Drogi Severusie !
Proszę usprawiedliwij mnie, Blaise'a, Teo i  Ginny z lekcjii do obiadu. Mamy holernego Kaca. Caluje:
Draco <3

Wyszedłem przed drzwi i zagwizdałem na skrzata, który obiecał zanieść liścik do sali od eliksirów. Wróciłem do łóżka, a Ginny położyła się na mnie i wtuliła w mój nagi tors. Zasnąłem.

- Panie Draco, sir. - obudził mnie cichutki głosik.

- Czego ?

- Pan Lucjusz Malfoy prosi, żeby przyszedł pan do jego gabinetu jak najszybciej, sir.

- Przekaż, że przyjdę w czasie obiadu...

- Dobrze, panie Draco, sir.